Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/mirabilis.w-skutek.bydgoszcz.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
u Lara i Jean-Paul bawili w Paryżu, potem pojechali do Szwajcarii i do Włoch. Nie widziałem ich przez cały ten czas i dopiero po wypadku dowiedziałem się, że dziecko przebywa w Australii.

Ingrid również to zauważyła. I bynajmniej nie była za¬dowolona.

- Roześmiała się, widząc kwaśny grymas na twarzy syna.
diuka, dwóch synów, nieżyjącej żony i paru dalszych krewnych.
Wypuścił ją z objęć i zmarszczył brwi.
rękami skrzyżowanymi na piersi, stała panna Gallant.
Podniosła wzrok i zobaczyła, że hrabia przypatruje się jej uważnie.
Z trudem zebrał myśli.
- Hm. Prawie niebieskie, ale niezupełnie - zastanawiał się na głos, ignorując jej
- Nigdy nie zapomnę - przytaknęła z powagą. - Możesz na mnie liczyć, tatusiu.
- Cholera go wie. - Santos zastanawiał się chwilę. - Chyba że nasz facet... jest kobietą.
- Kiedyś byłem w takiej samej sytuacji i dobrze wiem, co to znaczy. Wierz mi, Victor, jest ciężko, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ciężko.
- Punkt dla ciebie. Słyszałem, że wybierasz się w czwartek na kolację do Howardów.
- Zaczekaj do jutra - mruknął, odrywając usta od jej ust.
wybiec z płaczem w noc.
- Ojciec miał więcej niż kilka kochanek. Jego ulubionymi rozrywkami były rozpusta i

Okazało się jednak, że w tych warunkach praca nie idzie zbyt sprawnie. Jego spojrzenie ciągle biegło ku bratankowi, a jego myśli ku Tammy. A potem zrobiło się za późno na wyjazd, ponieważ zjawił się Dominik i oznajmił:

- To drugie.
- Ale... Tak, milordzie - pisnęła panna Carlton i jeszcze raz dygnęła.
Minęły szkolną bramę z kutego żelaza. Gloria skinęła głową z przejęciem.

Dlaczego mama jej nie kocha?

- Mark.
Tammy zamarła.
U szczytu marmurowych schodów stała Ingrid, zaalar¬mowana podniesionymi głosami. Ze zdumieniem patrzyła na zacietrzewioną parę.

- Nic z tego nie rozumiem, Glorio. Według mnie jesteś najmilszą, najodważniejszą osoba na świecie! - wyrzuciła z siebie, ciągle wstrząśnięta tym, co przed chwilą usłyszała i odkryła.

- Słucham?
- Nie widziałam żadnego paparazzi, więc to się nie roz¬niesie. Zresztą, kogo tu obchodzi jakiś operetkowy książę z małego kraiku, który można przykryć chustką do nosa?
- Nie, właśnie powinni mówić, co ich gryzie i co jest nie tak - odpaliła coraz bardziej rozzłoszczona Tammy. - Od dzie¬sięciu lat wszystko się sypie. Ani Franz, ani Jean-Paul nie wzięli na siebie żadnej odpowiedzialności nie tylko za sprawy państwa, ale nawet i za sprawne zarządzanie własnymi dobrami. Posiadłość jest na skraju ruiny, choć jeszcze nie widać tego tak wyraźnie. Pańskie oko konia tuczy, powtarza pani Burchett, a ja się z nią zgadzam. Tymczasem ty też umywasz ręce i wra¬casz do swoich zbiorników wodnych.